Streszczenie książki

Excellence Wins: standardy, które naprawdę zostają

Doskonałość to nie cecha charakteru ani hasło reklamowe, tylko zestaw standardów, które się spisuje, uczy, powtarza i egzekwuje, aż lokal działa nawet bez ciebie na miejscu.

autor: Horst Schulze with Dean Merrill 2019 · Zondervan 224 stron Czas czytania: 9 min czytania

Horst Schulze dorastał w niemieckiej wiosce, gdzie chęć pracy w hotelu była dla rodziny wstydem, a mimo to został współzałożycielem Ritz-Carlton Hotel Company, zanim uruchomił Capella Hotels. Excellence Wins to jego bezpośrednia, procesowa opowieść o tym, jak naprawdę buduje się kulturę obsługi: nie charyzmą ani misją wywieszoną na ścianie, lecz zatrudnianiem pod kątem dopasowania charakteru, uczeniem sensu przed zadaniami, powtarzaniem standardów, aż nikt nie będzie mógł powiedzieć, że nigdy o nich nie słyszał, i traktowaniem personelu z taką samą godnością, jakiej oczekuje się od niego wobec gości. Nic z tego nie wymaga budżetu sieci hotelowej. Wszystko wymaga dyscypliny, by robić to dalej, gdy nowość już minie.

Główna myśl

Doskonałość to nie nastrój ani hasło marketingowe. To suma standardów, które naprawdę się spisuje, uczy pierwszego dnia, powtarza, aż staną się nudne, i egzekwuje, nawet gdy kosztuje to lubianego pracownika albo trudnego gościa.

Dla kogo jest ta książka

Czytaj, jeśli budujesz, albo odbudowujesz, sposób, w jaki twój lokal traktuje gości i personel, i chcesz systemu zamiast mowy motywacyjnej: właściciele piszący swoje pierwsze prawdziwe standardy, menedżerowie zmęczeni tłumaczeniem czegoś raz i liczeniem na to, że zostanie. Pomiń, albo czytaj tylko dla anegdot, jeśli szukasz szybkiej naprawy obsługi na najbliższy weekend; to argument założyciela za strukturą zamiast instynktu, opowiedziany hotelowymi historiami, które trzeba samemu przeskalować w dół.

Najważniejsze wnioski

  • Goście chcą trzech rzeczy, w tej kolejności: bez wad, na czas, od kogoś naprawdę miłego — a to trzecie waży więcej niż pierwsze dwa razem wzięte.
  • Obsługa to nie okienko w kącie. Czysta łyżka po zmywaku i talerz kucharza to już 'obsługa', zanim gość powie słowo.
  • Selekcjonuj, nie tylko zatrudniaj: krótka rozmowa sprawdzająca prawdziwe dopasowanie bije kolejną parę rąk wepchniętą na salę w pośpiechu.
  • Standard, którego nikt nie powtarza, staje się plakatem, którego nikt nie czyta. Powiedz go jutro jeszcze raz, i pojutrze też.
  • Weź reklamację na siebie już pierwszym zdaniem: 'bardzo przepraszam, proszę mi wybaczyć', zanim jeszcze wyjaśnisz, co się stało.

Wejść do głowy gościa

Punkt wyjścia Schulzego jest taki, że większość liderów uważa, że już wie, czego chcą klienci, na podstawie rozmowy z małżonkiem albo sąsiadem, co nazywa 'ankietą jednej osoby'. Zamiast tego kierował swoje zespoły ku prawdziwej, ciągłej informacji zwrotnej, kartom komentarzy, później współpracy z firmą badawczą, i po przeanalizowaniu setek tysięcy odpowiedzi wydestylował trzy rzeczy, których chcą goście, mniej więcej w tej kolejności: brak wad, terminowość, i obsługę przez kogoś naprawdę miłego. Trzecia, jak twierdzi, waży więcej niż pierwsze dwie razem wzięte, co wyjaśnia, dlaczego technicznie doskonała, ale chłodna interakcja, jego własna historia o kasjerce w banku w Chicago, która policzyła resztę bezbłędnie, ani razu nie podnosząc wzroku, i tak pozostawia ludzi obojętnymi.

Dodaje dwa nowsze oczekiwania warte uwagi: indywidualizację (pozwolenie na dostosowanie standardowej oferty do własnego gustu) i personalizację (rozpoznanie po imieniu, jako konkretnej osoby, a nie numeru rezerwacji). Jego hotelowe przykłady, pokojówka, która zauważa, że gość wybiera orzechy z ciasteczek, i następnego wieczoru każe przygotować ciasteczka bez orzechów, grają w innym budżecie niż restauracja, ale sam gest, naprawdę zauważyć preferencję i zadziałać raz, bez potrzeby proszenia dwa razy, skaluje się w dół doskonale.

Dyscyplina, którą warto ukraść, to sam nawyk badania, nie luksusowa wersja odpowiedzi. Większość niezależnych restauratorów płynie na instynkcie i garści głośnych opinii; argument Schulzego jest taki, że instynkt to próba jednoosobowa, a najgłośniej narzekający rzadko reprezentuje to, co naprawdę kosztuje cię stałych bywalców.

Obsługa to nie zadanie jednego działu

Schulze nie ma cierpliwości do modelu 'okienka obsługi klienta', pomysłu, że obsługa to zadanie jednego zespołu, podczas gdy reszta po prostu wykonuje swoją funkcję. Jego wersja: kucharz obsługuje kelnera, kelner obsługuje gościa, czysta łyżka po zmywaku to już obsługa, zanim ktokolwiek powie słowo, a jeśli gość skarży się na poplamioną łyżkę, łańcuch prowadzi prosto z powrotem do zmywaka. Personelowi Ritz-Carlton kazano wręcz przestać nazywać kuchnię i zaplecze 'tyłem domu', mówiąc zamiast tego 'serce domu' — mała zmiana języka mająca zabić przekonanie, że niektóre role nie liczą się dla doświadczenia gościa.

Jego własna historia szukania przyczyny źródłowej uczy mechanizmu w praktyce: chronicznie wolna obsługa pokoi w hotelu okazała się, pięć kroków oddalona od skargi, spowodowana brakiem bielizny pościelowej, którą sam zatwierdził miesiące wcześniej, by oszczędzić, przez co pokojowi blokowali windę serwisową na każdym piętrze, przenosząc ręczniki. Nikt, kto przyjmował zamówienie, nie zawinił; rozwiązanie znaleziono dopiero, mapując cały łańcuch, zamiast karcić osobę stojącą najbliżej, gdy nadeszła skarga.

W restauracji ten sam łańcuch istnieje w miniaturze: kto zamawia produkty, obsługuje kucharza przygotowującego, ten obsługuje stanowisko na linii, to obsługuje kelnera, ten obsługuje stolik. Kiedy coś stale nie działa, najszybszy odruch, obwinić ostatnie ogniwo, jest zwykle najmniej trafny.

Selekcjonuj, nie tylko zatrudniaj

'Selekcjonuj, nie tylko zatrudniaj' to formuła Schulzego na zbudowanie prawdziwego profilu dopasowania dla każdej roli, zanim jeszcze opublikujesz ogłoszenie, zamiast łapać kogokolwiek, kto może zacząć w poniedziałek. Jego konsultanci odkryli na przykład, że jego najlepsi portierzy naprawdę lubili przebywać na zewnątrz, wielu z nich uprawiało ogród, co nie wynika z żadnego CV, ale przewidywało sukces lepiej niż doświadczenie.

Uczciwie przyznaje, że pod presją złamał własną zasadę: otwierając jedenaście hoteli w jednym roku, brakując menedżerów generalnych, zatrudnił dwóch starych przyjaciół, którzy oblali dokładnie tę selekcję, jakiej wymagał od wszystkich innych, trzymał ich mimo to z lojalności, i musiał obu zwolnić dwa lata później, po bolesnej, przeciągniętej próbie uratowania decyzji. Jego wniosek jest niewygodny, ale przydatny: kiedy ktoś się nie sprawdza, pierwsze pytanie brzmi, kto go zatrudnił i dlaczego, a nie co zrobił źle.

Niezależna restauracja nie potrzebuje do tego firmy doradczej. Potrzebuje dwóch lub trzech prawdziwych pytań na rolę, które przewidują dopasowanie, zadawanych za każdym razem, nawet, zwłaszcza wtedy, gdy jesteś na tyle zdesperowany, by zatrudnić kogokolwiek, kto wejdzie przez drzwi.

Pierwszy dzień to nie dzień papierologii

Schulze upiera się, że pierwszy dzień nowego pracownika to moment o największej dźwigni, jaki dostaje lider, bo psychologowie nazywają go 'znaczącym zdarzeniem emocjonalnym', jednym z rzadkich okien, w których nawyki dorosłego są naprawdę otwarte na zmianę. Jego własny rytuał, prowadzony osobiście przy każdym nowym hotelu, który otwierał, poświęcał pierwsze dni na sens, wizję i to, co doskonałość oznaczałaby dla własnej reputacji tej osoby, a do szkolenia zadaniowego, 'rzemiosła', docierał dopiero czwartego dnia.

Zestawia to z dużo częstszym pierwszym dniem: dwie godziny papierologii, uścisk dłoni i kolega poproszony, by 'pokazać rzemiosło', co w jednej z opowiadanych przez niego historii sprowadzało się do wycieczki po pokoju socjalnym i automacie z przekąskami. Ten pierwszy dzień ustala niewypowiedziany standard: 'radź sobie sam', który potem kumuluje się przez cały czas, jak długo dana osoba zostaje.

Nic z tego nie wymaga misji spisanej na papierze ani flipchartu. Wymaga jednej prawdziwej rozmowy, zanim wyjedzie pierwsze danie, o tym, po co lokal istnieje i jak naprawdę wygląda tu 'dobrze', tak by pierwsze skojarzenie nowego pracownika z pracą był sens, a nie lista zadań.

Powiedz to jutro znowu

Nawet najlepsza mowa powitalna blaknie w ciągu doby, więc Schulze wprowadził codzienną odprawę: dziesięć minut na początku każdej zmiany na omówienie jednego z pisemnych standardów obsługi firmy, po kolei przez całą listę w stałej rotacji, tak by nikt nie mógł potem powiedzieć 'nikt mi nie powiedział'. Liczy się nie mowa, tylko powtarzanie: standard przeczytany raz i wywieszony na ścianie to plakat, nie nawyk.

Ten sam codzienny nawyk służy też jako rytuał tropienia wad, a jego historia z letnią herbatą pokazuje ton, jaki chciał osiągnąć: zamiast skarcić kierownika sali, poprosił zespół, by zbadał sprawę razem, i wyśledzili przyczynę: filiżanki przechowywane przy maszynie do lodu, rozwiązanie, którego żaden menedżer nigdy by sam nie zgadł.

Pięcioosobowa kuchnia może przeprowadzić pięciominutową wersję tego samego: jeden standard przeczytany na głos, jedna świeża historia pokazująca go w akcji, jedna rzecz do obserwowania dziś wieczorem, zawsze o tej samej porze każdej zmiany, aż przestanie to przypominać zebranie, a zacznie po prostu być tym, jak lokal działa.

Weź reklamację na siebie, zanim ją wytłumaczysz

Zasady Schulzego dotyczące obsługi reklamacji, nauczane na obowiązkowym kursie w Ritz-Carlton, są jednoznaczne: nigdy nie żartuj z tego, weź to na siebie już pierwszym zdaniem: 'bardzo mi przykro', mów 'ja', nie 'oni' czy 'regulamin', proś o wybaczenie, i nigdy nie próbuj udowadniać, że technicznie masz rację, bo gość, któremu udowodniono, że się myli, nie odpręży się już do końca wieczoru. Zestawione przez niego historie pokazują koszt odwrotnego podejścia: kierownik restauracji, który upierał się, że w kawie klienta nie może być martwej myszy, wylądował w sądzie, podczas gdy prezes JetBlue, po operacyjnej zapaści w 2007 roku, która uziemiła tysiące pasażerów, przepraszał publicznie i wielokrotnie, ratując w dużej mierze reputację linii.

Druga połowa to prawdziwa władza do działania na miejscu, jego znana zasada, że każdy pracownik Ritz-Carlton mógł wydać do 2000 dolarów bez pytania o zgodę, by uszczęśliwić gościa, zilustrowana przez personel, który z własnej inicjatywy kupił wykrywacze metalu, by odnaleźć zgubioną na plaży obrączkę. Restauracja oczywiście nie potrzebuje limitu 2000 dolarów; potrzebuje jednej konkretnej, znanej rzeczy, którą personel ma prawo dać gościowi bez konieczności szukania cię najpierw.

Menedżerowie popychają, liderzy inspirują

Najostrzejsze zdanie w książce mówi, że menedżerowie popychają ludzi, podczas gdy liderzy ich inspirują, a praktyczna różnica polega na tym, czy personel pracuje ku twojemu celowi pod nadzorem, czy ku celowi, który naprawdę uczynił swoim. Schulze jest jawnie uczulony na hasła używane bez treści za nimi: 'jesteśmy zespołem', 'mamy politykę otwartych drzwi', 'wierzymy we wzmocnienie pozycji pracownika', gdy wydanie dziesięciu euro wciąż wymaga pisemnego raportu, bo personel dostrzega przepaść między słowami a rzeczywistością szybciej, niż właściciele myślą.

Pod gadaniem o procesach kryje się prawdziwe przekonanie, zapożyczone od zdania kolegi, że 'dobre zarządzanie to w dużej mierze kwestia miłości', nie miękkości, lecz traktowania personelu z taką samą godnością, jakiej oczekuje się od niego wobec gości, przy jednoczesnym utrzymywaniu prawdziwego standardu i gotowości do rozstania się z kimś, kto konsekwentnie go nie spełnia. Jego własne wyrażenie, ukute podczas nastoletniej praktyki, 'panie i panowie w służbie paniom i panom', streszcza całą książkę w jednym zdaniu: godność dla personelu to nie miły dodatek obok standardów, to mechanizm, który je naprawdę tworzy.

Wprowadź w życie

  1. Zapisz swoje pięć nienegocjowalnych standardów obsługi na jednej kartce i czytaj jeden na głos na początku każdej zmiany, po kolei.
  2. Zastąp kolejne zatrudnienie 'kogokolwiek, kto może zacząć w poniedziałek' dwoma lub trzema pisemnymi pytaniami o dopasowanie na rolę, zadawanymi za każdym razem.
  3. Daj zespołowi jeden konkretny gest, który mogą zaoferować gościowi na miejscu bez szukania cię najpierw, i ogłoś to na głos, żeby nikt nie musiał zgadywać.
  4. Przeprojektuj pierwszą godzinę nowego pracownika wokół sensu i standardów zamiast papierologii i 'idź poobserwuj chwilę Darka'.
  5. Następnym razem, gdy wada się powtórzy, prześledź cały łańcuch zamiast poprawiać osobę stojącą najbliżej, gdy gość się poskarżył.

Gdzie książka zawodzi

Książka jest napisana bez skrępowania od środka globalnej sieci luksusowej, z własnym działem szkoleń, budżetem wzmocnienia pozycji 2000 dolarów i ponad pięćdziesięcioma hotelami do utrzymania w spójności, więc obowiązkowy dwugodzinny kurs rozwiązywania reklamacji czy drukowana karta credo z 24 punktami po prostu nie są realistyczne dla pięcioosobowej kuchni, a Schulze poświęca niewiele miejsca temu, ile to wszystko naprawdę kosztuje w pieniądzach czy godzinach na tę skalę. To też pamiętnik opowiadany przez własnego bohatera, więc każda trudna decyzja z perspektywy czasu brzmi jak uzasadniona, a twardsza dzisiejsza rzeczywistość, wąskie marże, spory o napiwki, jednogwiazdkowa opinia w Google zamiast kartki z komentarzem, ledwie się pojawia. Czytaj ją dla mechanizmu, nie dla skali.

Nasza ocena

Warta lektury dla każdego właściciela, który nigdy naprawdę nie spisał swoich standardów obsługi: przewiń logistykę sieci hotelowej i weź do domu dyscyplinę, selekcjonuj pod dopasowanie, orientuj się wokół sensu, powtarzaj codziennie, bierz reklamację na siebie, do kuchni ułamka tej wielkości.

Najczęstsze pytania

O czym jest Excellence Wins?

Horst Schulze, współzałożyciel Ritz-Carlton Hotel Company, przedstawia filozofię zatrudniania, nawyki wdrożeniowe i codzienne standardy, których użył do zbudowania globalnie spójnej kultury obsługi, i dowodzi, że ta sama dyscyplina działa w każdej organizacji, nie tylko w luksusowych hotelach.

Czy przyda się małej niezależnej restauracji?

Tak, po przeskalowaniu w dół. Kluczowe mechanizmy, selekcjonuj pod dopasowanie, wdrażaj wokół sensu przed zadaniami, powtarzaj standardy codziennie, bierz reklamacje na siebie na miejscu, kosztują uwagi i konsekwencji, a nie budżetu szkoleniowego sieci hotelowej.

Jak wypada na tle Unreasonable Hospitality?

Unreasonable Hospitality dotyczy projektowania pamiętnych niespodzianek na sali jednej restauracji. Excellence Wins leży wcześniej w łańcuchu: dyscyplina zatrudniania, wdrożenia i standardów, która musi istnieć, zanim takie niespodzianki mogą się zdarzać niezawodnie, wieczór po wieczorze.

Jaki jeden pomysł warto ukraść najpierw?

Codzienna odprawa, dziesięć minut przed każdą zmianą poświęcone jednemu pisemnemu standardowi zamiast specjałom dnia czy plotkom, to najtańszy i najbardziej dźwigniowy nawyk w książce.

To nasza własna interpretacja książki, nie jej zamiennik. Kup książkę w lokalnej księgarni.

Do góry

Więcej streszczeń książek

Wszystkie streszczenia książek