Streszczenie książki

Be Our Guest: 8 lekcji obsługi Disneya dla twojej restauracji

Obsługa, która wygląda jak magia, to w rzeczywistości system — a 40-osobowa restauracja może działać na tym samym systemie co park rozrywki.

autor: The Disney Institute & Theodore Kinni 2011 · Disney Editions 208 stron Czas czytania: 9 min czytania

Nikt nie wychodzi z parku rozrywki mówiąc, że procesy były dobrze dopasowane. Mówią, że to była magia. Be Our Guest, napisane przez Disney Institute wspólnie z Theodore'em Kinnim, odsłania kulisy tego słowa i pokazuje, co się za nim kryje: badania, standardy, szkolenia, projektowanie i nieustanną serię drobnych poprawek. Odejmij zamki, a to, co zostaje, pasuje zaskakująco dobrze do bistro, kawiarni czy baru — bo restauracja to w gruncie rzeczy też mały spektakl, który gra co wieczór od nowa.

Główna myśl

Świetne doświadczenie gościa to nie cecha charakteru właściciela ani szczęśliwe trafienie przy rekrutacji. Powstaje dzięki temu, że dokładnie wiesz, kim są twoi goście, decydujesz, za czym stoisz, w kolejności ważności, i dostarczasz to przez trzy rzeczy, które już masz: swoich ludzi, swoją salę i swoje rutyny.

Dla kogo jest ta książka

Przeczytaj, jeśli prowadzisz lokal, w którym doświadczenie liczy się tyle samo co jedzenie, jeśli twoja obsługa jest dobra w wieczory, kiedy jesteś na sali, a kuleje, gdy cię nie ma, albo jeśli nigdy nie zapisałeś, co dla twojego zespołu znaczy "dobrze". Odpuść sobie, jeśli szukasz konkretnych liczb branżowych albo instrukcji operacyjnej krok po kroku; to filozofia z kilkoma narzędziami, opowiedziana przez pryzmat historii samego Disneya i jego korporacyjnych klientów.

Najważniejsze wnioski

  • Przekraczanie oczekiwań to sprawa detali, nie wielkich gestów — gość zauważa sumę, nie poszczególne elementy.
  • Zapisz swoje standardy w kolejności ważności, żeby zespół wiedział, co wygrywa, kiedy zderzają się dwie dobre rzeczy.
  • Zatrudniaj za uprzejmość, a potem trenuj spektakl: język, wygląd i porządny pierwszy dzień kształtują zachowanie bardziej niż same regulaminy.
  • Wszystko w twojej sali mówi — wejście, zapach, muzyka i stan toalet – to wszystko jest częścią obsługi.
  • Większość porażek obsługi to porażki procesu; znajdź punkty tarcia, na które skarżą się goście, i zaprojektuj je na nowo.

Magia to system, a tego systemu można się nauczyć

Książka zaczyna się od stwierdzenia, które brzmi jak marketing, a okazuje się zasadą operacyjną: to, co goście przeżywają jako magię, jest od środka bardzo praktycznym procesem. Pomyśl o iluzjoniście na scenie — publiczność czuje zachwyt, iluzjonista czuje próby. Każda firma, która konsekwentnie zachwyca ludzi, gra skrupulatnie zaplanowany spektakl, pozwalając gościowi wierzyć, że wszystko dzieje się samo. Autorzy nadają tej pracy za kulisami mało efektowną nazwę, jakość obsługi, i definiują ją bez owijania w bawełnę: przebić to, czego ludzie się spodziewali, dbając o każdy detal sposobu, w jaki to dostarczasz.

Ta definicja obala pokrzepiający mit. Właściciele lubią wierzyć, że świetna gościnność bierze się z utalentowanego szefa sali albo z ich własnego uroku osobistego na sali. Oba pomagają, ale żadne z nich nie działa poza wieczorami, kiedy ta osoba jest w lokalu. Różnica między Disneyem a resztą polega nie na tym, że zdarzają się momenty wow; polega na tym, że są one standardem, do którego szkoli się każdego, a nie wyjątkiem, o którym opowiada się anegdotę. Dobra restauracja to taka, w której małe wow — odprowadzenie zagubionego gościa do toalety zamiast wskazania kierunku, przyniesienie krzesełka dla dziecka, zanim ktoś o nie poprosi — zdarzają się tak często, że sumują się w reputację.

Druga połowa, dbałość o szczegóły, to nie perfekcjonizm dla samego perfekcjonizmu. Goście nie rejestrują świadomie większości detali; rejestrują, kiedy coś jest nie tak. Lepka karta menu, migająca żarówka, kelner komentujący wczorajszą zmianę w zasięgu słuchu — każde z tych zdarzeń przerywa spektakl na sekundę, i to właśnie te przerwy ludzie zapamiętują. Reszta książki to kompas: poznaj swoich gości, ustal standardy, dostarczaj je przez ludzi, miejsce i proces, a potem zintegruj te trzy elementy.

Guestology: wiedzieć, kto naprawdę siedzi przy twoich stolikach

Zanim Disney cokolwiek zaprojektuje, bada ludzi, dla których projektuje, a książka nadaje temu nawykowi lekko śmieszną nazwę: guestology. Za tą etykietką kryje się coś, co każdy szef kuchni-właściciel już robi nieformalnie — czyta miny przy pass, słucha przy barze, czyta opinie za późno wieczorem. Książka robi z tego świadomą praktykę: krótkie ankiety przy wyjściu, miejsca, gdzie goście mogą pytać i się skarżyć, wzorce zachowań, a przede wszystkim personel sali, od którego oczekuje się raportowania tego, co słyszy, jako części pracy, a nie plotek.

To, czego się uczysz, przychodzi w dwóch rodzajach. Pierwszy jest faktograficzny: kim są twoi goście, skąd pochodzą, ile wydają, jak liczne jest towarzystwo. Twoje dane rezerwacyjne zawierają większość tego już teraz — średnia wielkość stolika we wtorek kontra sobota, udział stałych bywalców, z jakim wyprzedzeniem rezerwują, kody pocztowe sąsiedniej miejscowości. Subtelniejszy punkt: to, kto przychodzi, mówi ci też, kto nie przychodzi, a brakująca grupa (rodziny, samotne lunche, biuro dwie ulice dalej) często jest twoją największą szansą.

Drugi rodzaj dotyczy głów, a nie liczby głów: czego goście potrzebują, czego skrycie chcą, z jakimi założeniami przychodzą i jakie emocje przechodzą. Para rezerwująca kolację rocznicową potrzebuje stolika, chce czuć, że to była dobra decyzja, podejrzewa, że eleganckia restauracja może być sztywna, i będzie podekscytowana wchodząc, a może zaniepokojona, kiedy przyjdzie rachunek. Każdy z tych momentów możesz zaprojektować — a profil nigdy nie jest gotowy, bo goście się zmieniają.

Wspólny cel i standardy w ścisłej kolejności

Kultura obsługi Disneya opiera się na jednym zdaniu o tworzeniu szczęścia, którego uczy się każdego nowego pracownika od otwarcia pierwszego parku. Działa tam, gdzie większość misji firmowych zbiera kurz, bo jest naprawdę używane: definiuje, co firma robi, a czego nie robi, daje wszystkim wspólny powód, by tam być, i jest wyraźną obietnicą, po której goście cię oceniają. Test dla restauracji jest prosty — kiedy kelner się waha, czy twoje jedno zdanie mówi mu, co zrobić?

Cel wypełnia się przez standardy, a cztery Disneya — bezpieczeństwo gościa, uprzejmość, jakość spektaklu i efektywność — są uszeregowane, i ta kolejność nie podlega negocjacji. Przykładem jest gość, który nie może wejść na atrakcję w normalnym tempie: ponieważ bezpieczeństwo bije efektywność, a nawet spektakl, pracownik nie musi nikogo pytać, co robić. Kolejność jest instrukcją.

Przenieś to na swoją salę, a masz coś, do czego można trenować. Załóżmy, że twoja kolejność to: dobro gościa, potem serdeczność, potem doświadczenie, potem szybkość. Alergia na orzechy zgłoszona w połowie oblężonej kuchni: dobro bije szybkość, danie się robi od nowa, bez dyskusji. Stały gość zasiadujący się przy kawie, podczas gdy druga tura czeka: serdeczność bije efektywność, więc sadzasz kolejny stolik inaczej. Standardy nie zdejmują z zespołu obowiązku oceny; mówią mu, w którą stronę się przechylić — a prawie żaden niezależny lokal nie ma jednego zdania i uszeregowanej listy zapisanych na papierze.

Ekipa: zatrudniaj uprzejmych ludzi, potem naucz ich spektaklu

Rozdział o ludziach zaczyna się od wyznania, które przekłuwa mistykę: Disney rekrutuje z tego samego rynku pracy co wszyscy inni i płaci stawki rynkowe. Nie kupuje milszych ludzi. Selekcjonuje od razu pod kątem uprzejmości, jest szczery co do wymagań stanowiska, zanim kandydat podpisze umowę, i mocno inwestuje w pierwsze dni. Dla restauracji, która ma trudności ze znalezieniem personelu, surowiec jest taki sam; różnica polega na tym, co zrobisz z pierwszym tygodniem.

Pierwsze wrażenia działają w obie strony. Zmiana próbna, która jest chaotycznym piątkiem bez żadnego wprowadzenia, mówi kandydatowi dokładnie, jak będzie traktowany. Potem przychodzi wdrożenie, które większość firm sprowadza do formularzy i regulaminów. Wersja Disneya zaczyna się od historii, wartości, języka i standardów, a dopiero potem od papierkowej roboty. Nowi ludzie powinni po pierwszym dniu wiedzieć, po co istnieje ten lokal, a nie tylko gdzie są wyjścia ewakuacyjne.

Dwa mechanizmy podtrzymują kulturę od tego momentu. Jeden to słownictwo — gość, kostium, scena — które brzmi wyszukanie, dopóki nie zauważysz, co robi: gość to ktoś, kogo się przyjmuje, kostium to coś, o co się dba, scena to miejsce, w którym nie prowadzi się prywatnych rozmów. Drugi to krótki zestaw oczekiwanych zachowań, uczonych przez odgrywanie ról, a potem egzekwowanych: kontakt wzrokowy, powitanie, podejście do gościa, który wygląda na zagubionego, natychmiastowe rozwiązanie problemu, podziękowanie na koniec. To podłoga, nie sufit. Studium przypadku hotelu w książce dodaje ostatnią warstwę: pozwól zespołowi samodzielnie napisać swoje wartości i połącz każdą z zachowaniem, które da się zaobserwować w sobotni wieczór.

Otoczenie: wszystko na sali mówi do twojego gościa

Rozdział o otoczeniu opiera się na dwóch słowach, które autorzy powtarzają, aż zapadną w pamięć: wszystko przemawia. Każdy przedmiot, który gość może zobaczyć, usłyszeć, powąchać, dotknąć albo posmakować, wysyła komunikat, chciane czy nie. Założyciel Disneya kazał zmienić fakturę nawierzchni między strefami tematycznymi, bo wierzył, że goście odczuwają zmianę świata stopami. Wycieraczka przy twoich drzwiach, waga sztućców, temperatura szklanki z wodą i krój pisma na karcie — wszystko to opowiada jakąś historię; jedyne pytanie to, czy to twoja historia.

Otoczenie samo w sobie jest systemem dostarczania, a nie tłem dla personelu — duża część obsługi restauracji jest dostarczana przez salę, kiedy kelner jest gdzie indziej. Warto ukraść dwa pomysły. Przestrzenie tranzytowe — wejście, parking, korytarz — gdzie goście oczekują niewiele, więc niewielki wysiłek robi nieproporcjonalne wrażenie; u ciebie to chodnik, drzwi, metr, na którym gość czeka na powitanie, i droga do toalety. Oraz zmysły jako oddzielne kanały projektowe, z zastrzeżeniem, że zapach łączy się bezpośrednio z pamięcią długotrwałą.

Nic z tego nie przetrwa bez konserwacji, a książka jest bezpośrednia: źle utrzymana sala mówi tyle samo, co źle zaprojektowana. Disney robi z utrzymania czystości zadanie każdego — nikt nie przechodzi obok śmiecia bez podniesienia go — wspierane przez dedykowaną ekipę i przedziały sprzątania liczone w minutach. Twój odpowiednik to kontrola sali przed każdym serwisem i zasada, że kto widzi coś nie tak, ten się tym zajmuje.

Na scenie i za kulisami: czego goście nigdy nie powinni widzieć

Jedną z najbardziej przekładalnych idei w książce jest twarda granica między sceną, gdzie są goście, a kulisami, gdzie dzieje się praca. Disney zbudował cały poziom obsługi pod parkiem, żeby personel i dostawy nigdy nie przecinały pola widzenia gościa. Rozumowanie ma trzy części: wszystko, co nie dodaje nic do doświadczenia, odejmuje coś od niego; kulisy nie potrzebują wykończenia jak scena, więc oddzielenie ich oszczędza pieniądze; a personel potrzebuje miejsca, gdzie może naprawdę przestać grać.

Restauracje nieustannie wypuszczają kulisy na scenę. Skrzynki przy wyjściu ewakuacyjnym po drodze do toalety. Worki ze śmieciami wynoszone przez salę o 22:30. Kelner przewracający oczami do kolegi w polu widzenia stolika szóstego. Kłótnia szefa kuchni, którą słychać znad pasa wydawczego. Każdy z tych momentów to chwila, w której gość widzi mechanizm, a gdy mechanizm staje się widoczny, magia znika dla tego gościa tego wieczoru.

Trzeci punkt waży tyle samo, co pierwsze dwa. Mała restauracja może nie mieć pokoju socjalnego, ale może mieć zasadę: przez te drzwi jesteś na służbie, po powrocie już nie, i nikt nie jest na służbie dziesięć godzin bez przerwy. Jest tu zwrot akcji: goście okazali się tak ciekawi kulis, że Disney zbudował dla nich zainscenizowane wycieczki. Twoja wersja to otwarta kuchnia albo wizyta w piwnicy — kulisy pokazane celowo, uporządkowane i opowiedziane. Albo ukryj je porządnie, albo pokaż celowo; porażką jest przypadkowy środek.

Proces: znajdź punkty tarcia, zanim wybuchną

Większość tego, co gość przeżywa jako obsługę, oceniają autorzy, dostarczają procesy, a nie urocza osoba czy piękna sala: jeśli proces się zablokuje, najmilsza ekipa nie ruszy pociągu z miejsca. Każdy proces ma punkty, w których pęka pod obciążeniem. Słuchaj zdań, które wtedy mówią goście — to trwa za długo, nikt tu nic nie wie, moja sytuacja jest inna, utknąłem — i traktuj każde jako diagnozę konkretnej awarii.

Czekanie dostaje najdłuższe potraktowanie, bo to najczęstsza skarga w ich branży i w twojej. Odpowiedź ma trzy warstwy: zmień działanie tak, żeby mniej ludzi czekało; pozwól gościom zarządzać własnym czasem, mówiąc im szczerze, ile to potrwa, lekko zawyżając, bo krótsze niż obiecane czekanie to prezent, a dłuższe to pretensja; i uczyń nieuniknione czekanie częścią doświadczenia. Restauracja, która wysyła wiadomość do stolika, gdy jest gotowy, podaje czekającej parze drinka i kartę menu, i nigdy nie mówi "parę minut", mając na myśli dwadzieścia, robi wszystkie trzy rzeczy naraz.

Pytania to drugi punkt tarcia: ulubiony przykład z książki to gość pytający, o której godzinie zaczyna się parada o trzeciej — w rzeczywistości pytanie o to, gdzie stanąć, na które dosłowna odpowiedź jest jedyną błędną. Personel może odpowiedzieć na "co jest dziś dobre?" tylko wtedy, gdy informacja do niego dotrze: odprawa przed serwisem, tablica, na której wpisuje się dane wchodząc na salę, karteczka w kieszeni fartucha. Trzeci to gość, dla którego standardowy proces nie był zaprojektowany — odwiedzający bez znajomości języka, małe dziecko, gość z niepełnosprawnością. Daj mu główne wejście, pozwól mu sygnalizować potrzeby bez konieczności tłumaczenia ich dwa razy, i upewnij się, że każdy pracownik wie, jaka pomoc jest dostępna.

Plussing i integracja: nigdy nie skończone, zawsze dopasowane

Walt Disney wolał park od filmów z jednego powodu, do którego książka wciąż wraca: film jest gotowy i nie da się go już ruszyć, a park jest żywy i można go poprawiać każdego dnia. Nazwał to plussingiem, a autorzy opisują, jak w przebraniu mierzył czas przejazdu łódką, bo operator przyspieszył tempo i pokrzywdził gości. Każdy serwis w twojej restauracji to nowe wystawienie tego samego spektaklu, więc każdy serwis to okazja, żeby coś naprawić. Właściciele traktujący menu i przebieg obsługi jako niezmienne grają film; ci, którzy po każdej sobocie pytają, co dostosować, prowadzą park.

Zastosowany do procesów plussing staje się debugowaniem, z dwoma źródłami błędów. Niektóre są twoje: check-in zaprojektowany dla mniejszej działalności, przebieg rezerwacji zbudowany zanim technologia poszła dalej. Inne należą do gościa — zapomniany samochód, zepsute okulary — a problem stworzony przez gościa nadal jest twoim problemem do rozwiązania, z tą samą energią. Wersja restauracyjna to ładowarka za barem, zapasowe okulary do czytania, parasol przy drzwiach i kelner, który nigdy nie sprawia, że gość czuje się głupio, pytając o coś.

Ostatni rozdział zamyka kompas. Standardy przechodzą przez ludzi, otoczenie i proces, ale każdy ma naturalny dom: uprzejmość w twoich ludziach, spektakl w twojej sali, efektywność w twoich rutynach. Autorzy oferują prostą siatkę do sprawdzania każdej kombinacji i używają jej na przykładzie programu w azjatyckim parku, gdzie entuzjastyczną zachodnią przyjazność trzeba było przestroić dla kultury, która uważa osobistą uwagę za krępującą — lekcja dla każdego, kto pracuje w mieście turystycznym. Integracja ostrzega też przed optymalizowaniem jednej części kosztem drugiej: szybciej rotujące stoliki, głośniejsza muzyka, żeby ludzie ruszali dalej — każde efektywne z osobna, każde po cichu niszczące to, po co ludzie tam przyszli.

Wprowadź w życie

  1. Napisz cel w jednym zdaniu i trzy lub cztery standardy w kolejności ważności, i powieś je na ścianie w części dla personelu.
  2. Przeprojektuj pierwszy dzień nowego pracownika tak, żeby kultura i język były przed papierkową robotą, i daj mu spisaną listę pięciu oczekiwanych zachowań na sali.
  3. Zrób audyt pięciu zmysłów na sali o 12, 19 i 22 — światło, dźwięk, zapach, dotyk, smak — i zmieniaj jeden kanał na serwis.
  4. Wytycz linię scena/kulisy: przekieruj dostawy i śmieci, zabroń rozmów personelu na sali i daj zespołowi prawdziwe miejsce, żeby przestać być na służbie.
  5. Prowadź dziennik tarcia przez dwa tygodnie — czekanie, pytania bez odpowiedzi, przypadki specjalne, momenty zablokowania — i napraw pierwsze trzy.

Gdzie książka zawodzi

To korporacyjna książka o korporacji. Przykłady to własne parki, hotele i statki Disneya oraz lista amerykańskich klientów — szpitale, uczelnie, producent samochodów, sieć zabawek — i nie ma ani jednego studium przypadku restauracji, mimo że firma prowadzi ich setki. Skala jest często absurdalna dla niezależnego lokalu, ton jest niestrudzenie entuzjastyczny wobec marki, a poprawione wydanie z 2011 roku pochodzi sprzed smartfonów, opinii online i platform dostaw takich, jakie znamy dzisiaj. Całe przełożenie na 40-osobową salę musisz zrobić sam.

Nasza ocena

Warto przeczytać raz, z długopisem w ręku, dla ramy myślowej, a nie dla anegdot: profil gościa, uszeregowane standardy, linia scena/kulisy i metoda punktów tarcia to cztery najlepsze rzeczy, które właściciel może ukraść z parku rozrywki.

Najczęstsze pytania

Czy Be Our Guest jest przydatne dla małej restauracji lub kawiarni?

Tak, znacznie bardziej, niż sugeruje sceneria parku rozrywki. Rama myślowa — poznaj swoich gości, uszereguj swoje standardy, dostarczaj je przez ludzi, salę i proces — jest niezależna od skali; wystarczy samodzielnie zrobić przełożenie na salę restauracyjną, od czego zaczyna się to streszczenie.

Jaki jest najbardziej przydatny pomysł z książki?

Uszeregowane standardy. Gdy tylko twój zespół wie, że dobro gościa bije serdeczność, ta bije doświadczenie, a to bije szybkość, większość codziennych konfliktów na sali rozwiązuje się sama, bez menedżera.

Czy książka daje metodę krok po kroku?

Daje kompas i garść narzędzi — profil gościa, siatkę obsługi, storyboarding — a nie checklistę. Spodziewaj się filozofii z opracowanymi przykładami od Disneya i jego klientów, a nie instrukcji operacyjnej.

Czy poprawione wydanie z 2011 roku jest warte więcej niż oryginał?

Poprawione wydanie dodaje nowsze przypadki, zwłaszcza jeden z azjatyckiego parku o dostosowywaniu stylu obsługi do lokalnej kultury. Jeśli musisz wybierać, weź wersję poprawioną; jeśli masz już oryginał, kluczowe idee się nie zmieniły.

To nasza własna interpretacja książki, nie jej zamiennik. Kup książkę w lokalnej księgarni.

Do góry